Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll

Alicja w Krainie Czarów to prawdziwy klasyk, ale pierwszy raz sięgam po tę książkę w wersji ilustrowanej. Zdecydowałam się na nią między innymi dlatego, że niedługo na świecie pojawi się mój mały synek, któremu chcę przekazać literaturę, po którą sama chętnie sięgałam.

Alicja w Krainie Czatów to opowieść ponadczasowa i choć powstała w roku 1862 nadal przyciąga do siebie kolejne pokolenia. Nie wiem czy wiecie, ale autorem książki jest wykładowca matematyki w Oxforcie, a nie bajkopisarz. Lewic Carroll podczas przejażdżki łódką po Tamizie opowiedział historię Alicji w Krainie Czarów swoim trzem córkom, z których jedna miała na imię właśnie Alicja. To opowieść nietypowa, bo nie dzieje się na jawie, a we śnie głównej bohaterki, a jak wiadomo, sny rządzą się swoimi prawami i pozwalają na o wiele większe poddanie się wyobraźni. Nie może więc dziwić nieraz nonsensowane i fantastyczne fragment książki – przecież to tylko i aż sen!

Piękna oprawa Alicji w Krainie Czarów

Przyznam, że jak tylko książka wpadła w moje ręce, od razu spodobało mi się jej wydanie. Elegancka miętowa okładka z fakturą materiału, oznaczenia symboli karcianych na brzegach stron oraz oryginalne ilustracje książki autorstwa sir Johna Tenniela – pierwotnego autora ilustracji do Alicji w Krainie Czarów skradły moje serce natychmiastowo. Zdaje się, że Wydawnictwo MG słynie z tak pięknych opraw, a znajdziecie tam również Alicję w zwierciadlanym domu tego samego autora, Małe kobietki, Życiowe eksperymenty i Gwiazdkę Louisy May Alcott czy Dziadka do orzechów E.T.A Hoffmana.

Alicja w Krainie Czarów – książka, której nie trzeba nikomu przedstawiać

„Alicja w Krainie Czarów” to jedna z tych książek, które wszyscy znają, nawet jeśli nie wszyscy naprawdę ją przeczytali. Kojarzymy ją oczywiście z filmowymi adaptacjami, gadającym Królikiem, Kapelusznikiem i absurdem na sterydach i przyznam, że ja również należałam do tych osób. Mówi się, że pewne klasyki chociaż raz w życiu przeczytać trzeba i uznałam, że Alicja w Krainie Czarów właśnie takim klasykiem jest, w końcu na jej podstawie powstały liczne adaptacje, te filmowe – Disneya z 1951 roku i Tima Burtona z 2010 roku, książki, spektakle, a nawet liczne gry komputerowe, np. mroczna Alice: Madness Returns. Co ciekawe Alicja w Krainie Czarów pojawia się również w medycynie, bowiem Zespołem Alicji w Krainie Czarów (AIWS) nazwany został neurologiczny fenomen, w którym pacjent doświadcza zaburzeń percepcji (np. zmiany wielkości widzianych przedmiotów lub własnego ciała). Pomyślałam zatem, coś musi w tej opowieści być, sprawdzę co to takiego.

Alicja inna niż w kinie

Od pierwszych stron odkryłam, że moja wiedza na temat Alicji i jej przygód wzięła się tylko i wyłącznie z filmowych adaptacji i znacznie różni się ona od tego, co Lewis Carroll chciał nam przekazać w swojej książce. Alicja w Krainie Czarów to owszem opowieść pełna abstrakcji, jednak zupełnie nie takiego wariactwa się spodziewałam. Spotkania Alicji w Krainie są abstrakcyjne, pełne dziwactw, ale w taki nietypowy sposób, który okazał się dla mnie nieco niesmaczny. Chociażby opowieści Alicji o swoim kocie zjadającym myszy czy psie polującym na szczury. Nie byłoby w nich nic dziwnego, gdyby Alicja nie opowiadała ich myszce, czyli potencjalnej ofierze kota. Kolejne, ominięta zupełnie w adaptacji Burtona spotkanie Alicji z królową piastującą prosię również było pełne abstrakcji, niewiadomych zabiegów i przedziwnych emocji, a to wszystko okraszone wymownymi ilustracjami sir Johna Tenniela, które swoją ostrością wprowadzają do książki jeszcze więcej grozy – przyznam, że sama bym sobie tak abstrakcyjnie postaci nie wymyśliła. Moim zdaniem Alicja w Krainie Czarów nie jest odpowiednią opowieścią dla dzieci, dla dorosłych też nie zupełnie – to coś pomiędzy. Ciekawi mnie również fakt, czy autor nie zażywał substancji psychoaktywnych przy pisaniu Alicji, bo coś czuję, że zażywał i to nie w małych ilościach. Opowieść jest na tyle psychodeliczna, że trudno się obejść bez takich przemyśleń.

A Wy, jak uważacie?

To może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *