Po książki na temat rodzicielstwa zaczęłam sięgać, pewnie podobnie, jak niejedna mama, już w okresie ciąży i nie jest to pierwsza pozycja, jaką na ten temat przeczytałam. Wychowanie dziecka jest przygodą, na którą nie da się do końca przygotować, ale myślę, że szereg lektur może bardziej pomóc, niż zaszkodzić, w przeciwieństwie do wiedzy zawartej w rolkach na Instagramie oraz na facebookowych grupach mam. Z tego ostatniego miejsca może wyjść nieco przerażonym ilością przypadłości, jakie pojawiają się u dzieci i obawami, aby nie powtórzyć losu przerażonych mam. Z wiedzą książkową jest, mam wrażenie, zupełnie inaczej – o ile oczywiście poparta jest bibliograficznymi dowodami, a tych w książce “Dziecko. Jak nie zwariować? Odpowiedzi na najważniejsze pytania debiutujących rodziców” na szczęście nie brakuje.
Od pierwszych zdań książką “Dziecko. Jak nie zwariować? skojarzyła mi się z “Jak wychować i nie zwariować?” Agnieszki Zdziebłowskiej, tylko tam autorka mieszka w Norwegii i wspominała o wychowaniu dzieci przez Norwegów, natomiast w tym wypadku autorka mieszka w Belgii i zauważyła podobne beztroskie podejście do dzieci. W obu przypadkach zabrakło mi jednak większej ilości nawiązań do różnic w wychowaniu w kraju zamieszkania autorki, ponieważ myślę, że byłby to naprawdę ciekawy wątek.

W książce autorka wspomniała o kilku różnicach w belgijskim i polskim macierzyństwie, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Zaskoczyło mnie chociażby podejście belgijskiego prawa do ciężarnych oraz zwolnień lekarskich (które rzadko są tam wykorzystywane), a także krótkiego, bo jedynie piętnasto tygodniowego urlopu macierzyńskiego. Od razu w oczy rzuciła mi się również informacja, że w Belgii lekarz ginekolog zachęcał do jazdy w ciąży na rowerze, a doskonale pamiętam, jak wiele czytałam o tym, jakie to niebezpieczne! Sama uwielbiam rower i bardzo ubolewałam, że w ciąży nie mogłam właśnie tak spędzać czasu. Oj szkoda, że trafiłam na tę książkę dopiero po porodzie! Autorka wspomniała także, że jeździła w ciąży samochodem, co też robiłam do samego porodu, mimo że polscy lekarze przestrzegają, żeby tego nie robić.
Autorka książki jest matką dwójki dzieci, a kto ma więcej doświadczenia w wychowaniu potomstwa, jak nie inna matka. W książce autorka odpowiada na wiele pytań związanych nie tylko z wychowaniem dziecka, ale także ciążą i porodem. To pytania, które jako młoda mama sama sobie zadaję – jak zbudować odporność dziecka, czy posłać dziecko do żłobka, czy z dzieckiem można podróżować, jak wychować ciekawego świata człowieka, a nawet jak się dowiedzieć, co dziecko myśli. Do tego, w wielu przypadkach autorka popiera swoje tezy przytoczonymi badaniami, więc wiedza zawarta w książce jest naprawdę wartościowa.
Bardzo się cieszę, że mogłam czerpać z doświadczenia Pani Anny Tyszkiewicz jako matki, ponieważ odpowiedziała na wiele nurtujących mnie kwestii. Do tego książka jest napisana przystępnym językiem i bardzo przyjemnie się ją czyta, dzięki umieszczonym w niej anegdotom z życia codziennego autorki. Po przeczytaniu książki mam jednak pewien niedosyt i myślę, że mogłaby zawierać jeszcze naprawdę wiele pytań, które młodzi rodzice sobie zadają o nieco starszych dzieciach – przedszkolnych, szkolnych i nastolatków. Może doczekamy się kontynuacji, a może nawet całej serii odpowiedzi? Miejmy nadzieję!
Autorka książki nakłoniła mnie, żeby zacząć wywoływać zdjęcia i stworzyć pamiętnik dla mojego dwumiesięcznego synka, ponieważ wspomnienia lubią się rozmazywać z biegiem czasu i warto zapisywać je na świeżo! Mam nadzieję, że nie będzie to słomiany zapał i uda mi się zapisać w fotograficznym pamiętniku najważniejsze kroki milowe mojego synka.

